Ewa Schilling - strona autorska

Idź do spisu treści

Menu główne

Akacja

Recenzje

"Siatka"

Wspólnota Kulturowa „Borussia" wydała kolejny tom prozy, tym razem Ewy Schilling pt:. Akacja. Zawsze wysoka marka proponowanych przez Wspólnotę książek (seria Odkrywanie światów sprawia swego rodzaju paradoksalny kłopot, bo marka bywa w niej tak wysoka, że trudno cokolwiek sensownego o niej napisać; omawianą pozycja ukazała się poza nią) i tym razem zyskuje potwierdzenie, ale mamy do czynienia z prawdziwą niespodzianką. A może nie?
Ewa Schilling debiutowała zbiorem opowiadań Lustro, stanowiących zapowiedź talentu, ale obciążonych jeszcze wieloma niedociągnięciami. Dominował w nich, częsty w debiutach, żywioł dosłowności, potrzeby wypowiedzenia prawd własnych, co odbijało się na dyscyplinie konstrukcyjnej. Wiele było emocji, mniej warsztatowych trafień. Mimo to autorka zyskała uznanie, jako jedna z nielicznych zajmujących się tematem miłości lesbijskiej i to w sposób, można by rzec, uczciwy, nie żerujący na modzie, w tryby której wpadła w ostatnich sezonach „inność" orientacji i wrażliwości. Lustro było takim fabularnym zwierciadłem biografii kobiety poszukującej tożsamości poza wzorcem heteropatriarchalnym. Od 1999 roku autorka nie próżnowała. Przeciwnie: pojawiała się na łamach pism literackich, a jej proza wyraźnie ewoluowała. Interesowała się tematem w tym pokoleniu (rocznik 1971) historycznym, a więc holocaustem, wypędzeniem, pograniczem tożsamości narodowej. Wydaje się, że jest to trop oczywisty, zgodny z nurtami „queer theory", które widzą równoległość doświadczeń wszelkich wykluczonych z porządku kultury.
Od razu trzeba zauważyć, że obrana przez Schilling droga może być niebezpieczna, bo temat pobliża ostatecznego doświadczenia Żydów i zabronionej miłości może się osunąć w tandetę literacką i emocjonalną. W jakimś sensie, z różnym skutkiem, te granicę kiczu (w innych konfiguracjach) sonduje Hanna Krall, ale najbardziej uwikłana jest w konflikt obrazoburstwa Maria Nurowska, u której jeśli łamać tabu 0 to na całego. A rezultaty wątpliwe, choć z drugiej strony — rynkowo skuteczne. Chciałabym bardzo, żeby autorka Akacji uniknęła niebezpieczeństw, i wierzę, że temat erotyki w obliczu śmierci dyktuje jej autentyczna potrzeba zrozumienia przeszłości, nie zaś powierzchowna kalkulacja.
Obecna propozycja pisarki wydaje mi się tym bardziej godna odnotowania, że jest świadectwem bardzo wyraźnego postępu, rozwoju talentu, rokującym na przyszłość. Być może jest to głos na scenie nieco przetrzebionej od czasu, gdy mówiliśmy w krytyce o „inwazji kobiet" (z radością lub ubolewaniem). Wobec odwrócenia się od feminizmu, dynamicznych strategii reklamowych wokół tekstów błahych, ustabilizowania sceny, na której króluje Olga Tokarczuk, już jednak nie jako przykład jednej z pokolenia, a jako niekwestionowana indywidualność — czas na coś nowego. Może na Ewę Schilling.
Czas też, niewątpliwie, na parę zdań o samej książce. Składa się ona z dwu części połączonych miejscem akcji i siatką personalną. Używam takiego, pachnącego strukturalizmem, określenia, ale z sieci odnalazłam tu więcej; nie jest to sieć (na szczęście!) komputerowa. Idzie o to, że główni bohaterowie Wrzosowiska pojawiają się w epizodach Akacji, dzięki czemu miejsce akcji, podolsztyńskie miasteczko, zyskuje cechy miejsca realnego, mającego swoją historię. A jest to miejsce dziejowego zamętu, więc i ludzie przeżywają tu zamęt tożsamości, pomiędzy niemieckością, żydowskością, polskością. Ci ludzie to, przede wszystkim — kobiety. Ich historie wysuwają się na pierwszy plan, tworząc wspomnianą sieć; figurą kobiecej literatury, przypomnijmy, miałaby być nić arachnologiczna. Schilling to wie, świadomie buduje „użyteczną tradycję" dla kobiet. Opowieści o wypędzonych już znamy, stały się modnym tematem literatury ostatnich lat. Spróbujmy dowiedzieć się, jaki był los kobiet. Aby go opowiedzieć, narracja sięga do antenatek, do biblioteki. Przede wszystkim — do poezji Emily Brontë.
Główna bohaterka Wrzosowiska jest naznaczona — niczym „wariatki na strychu" z historycznoliterackich esejów Gilbert i Gubar — padaczką, niemieckością i miłością do kobiety. Tę zresztą, bardzo w klimacie nieszczęścia i tajemnicy, uciekinierkę z domu wariatów przechowuje przez pewien czas właśnie na strychu. Ale dziwność nie zasłania podstawowej perspektywy tego tekstu: oto jedna z dziewcząt, oto przyjaźń między kobietami, wartości fundamentalne dla identyfikacji z rodzimą historią i z miejscem urodzenia. Oto, krótko mówiąc, mała ojczyzna, tym razem kobiet. Dotąd, przyznajmy, kobiety zamieszkiwały w męskich krainach.
Pierwsze opowiadanie dotyka problemu budowania identyfikacji, poszukiwania tożsamości, kończy się nostalgicznym rozstaniem, pożegnaniem, nadzieją na przyszłość. Niedopowiedzenia zostają uchylone w tekście drugim, którego bohaterkami są kochanki, budujące trudny związek wbrew niesprzyjającym okolicznościom. Jedna z nich jest byłą więźniarką obozu koncentracyjnego i wątek ten pozwala dopisać tom Akacja do rejestru prozy, o której pisała Anna Nasiłowska w grudniowej „Odrze". Narracja odstania obozowe związki uczuciowe, obozową erotykę, idąc pod prąd „strony Herlinga", tej wizji moralnej nieskazitelności, ratującej jednostkę ludzką przed zlagrowaniem. Schilling jest po stronie Leo Lipskiego i Mariana Pankowskiego, chociaż jej wizja nie zawiera jeszcze tego ładunku wstrząsającego antyheroizmu, którego szukam u obu. Może rzecz w pokoleniu? W autobiograficznej identyfikacji? Nie mając biograficznych zobowiązań, pisarka może potraktować obóz jako miejsce szczególnego, lecz jednak hipotetycznego doznawania wtajemniczeń. W każdym razie: jedno ze ścisłych tabu naszej kultury, świadomość istnienia więzi lesbijskich w obozach zagłady, zostaje tu przekroczone.
Rzecz, niestety, nie kończy się dobrze, bo i opisywane czasy obfitowały w fatalne zakończenia. Odnowiona w stalinowskim więzieniu gruźlica i śmierć ukochanej domykają tragiczną klamrą ten tom prozy. Zarażony zresztą aurą nieszczęścia, swego rodzaju fatalizmem, na który wpływ ma cenna, lecz dolegliwa „inność". Wolałabym pewnie przeczytać jakiś tekst afirmatywny wobec „inności", ale doceniam gest rozpisywania na fabułę przeszłości, wraz z jej ciemnymi stronami. Mam nadzieję, że autorka nie poprzestanie na tych dramatycznych enuncjacjach minionego, że znajdzie też w wyobraźni kobiece historie obfitujące w łatwiejsze szczęście. Na razie jestem pełna podziwu dla dojrzałości, umiaru, powściągliwości, lekko tylko zaniepokojona balansowaniem na cienkim lodzie obrazoburczej atrakcyjności.
Akacja to odtwarzanie, zamiast korzeni, siatki wiążącej nas z lokalnymi dziejami, literaturą, innymi ludźmi. Jedna z najciekawszych siatek feministycznej literatury tego sezonu. Oby skutecznych siatek na czytelniczki i czytelników.


Inga Iwasiów


Ewa Schilling: Akacja. Wspólnota Kulturowa „Borussia". Olsztyn 2001.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego